Rozmowa Antje Majewski z Grzegorzem Hodunem

maj 2014, Skierniewice

 

Antje Majewski: Czy mógłby Pan wytłumaczyć co to są stare odmiany jabłoni?

Grzegorz Hodun: Są to odmiany uprawiane od wieków. W Polsce jabłonie zaczęto rozmnażać przez szczepienie w XI-XII wieku, już za czasów pierwszych osadników, czy pierwszych klasztorów.
Tak naprawdę to rozwój sadów przydomowych w XVII i XVIII wieku sprawił, że zaczęło się więcej mówić o starych odmianach. W latach 50. XX wieku nastąpił zwykły schyłek sadownictwa tradycyjnego i zanikanie dawnych odmian. Dlaczego tak się stało? Między innymi dlatego, że przestały one funkcjonować w obrocie. Powstał rejestr odmian, który był ukierunkowany na sady towarowe i odmiany typowo towarowe.
Na szczęście, w ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpił powrót do starych odmian. Zmieniły się również przepisy, które pozwalają na ich rozmnażanie oraz obrót materiałem z dawnymi odmianami. Coraz bardziej popularne stają się one również dzięki różnym audycjom i artykułom. Ludzie zaczynają wspominać dobre czasy, kiedy można był zebrać z drzewa owoce i zachwycać się ich smakiem, aromatem oraz walorami przetwórczymi. Nowoczesne odmiany to generalnie odmiany typowo deserowe, a dawne dzieliły się na deserowe i przetwórcze. Bardzo wiele z nich było tylko przetwórczych. Wiele z nich było przerabianych na ocet winny. Były to wyjątkowo kwaśne jabłka, których nie da się tak po prostu zjeść. Inne jabłka były niezastąpione w przygotowywaniu jabłecznika tak jak Antonówka półtorafuntowa. Hodowano także odmiany, z których można było robić sok, susz (Szara reneta), albo jeść na surowo jak Reneta kulona.
Starych odmian jest naprawdę dużo i jeśli, rzeczywiście chcemy je poznać to nie jest prosta sprawa. Od ponad 20 lat zbieram stare odmiany, rozmnażam i wprowadzam je do kolekcji Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach. Udało mi się nazbierać około 600 odmian jabłoni. Przeciętna osoba zna 10 może maksymalnie 20 odmian tych najbardziej popularnych jak: Antonówka, Papierówka, Kosztela, Reneta Kulona, Jaśniepańskie etc.. Pozostałe są praktycznie nieznane, a wśród nich jest bardzo dużo ciekawych odmian wyróżniających się dużymi owocami albo małymi i smacznymi lub dobrze przechowującymi się, które można wykorzystać w ogrodzie przydomowym. W tej chwili na szczęście zaczyna się już powrót do starych odmian. Sadzi się je na przykład w gospodarstwach agroturystycznych, gdzie założyć mini kolekcje. Takie miejsce z sadem, ogrodem jest świetne dla turystów, którzy mogliby się nauczyć robić przetwory na zimę, spędzając pożytecznie czas, a zimą przypominając sobie smaki i wyprawy po owoce.

Antje Majewski: Wczoraj byliśmy koło Tarczyna, gdzie rozmawialiśmy z sadownikiem, który mówił, że najbardziej idealnymi odmianami byłyby takie, które nie wymagałyby oprysków. Czy prowadzicie badania w Instytucie dotyczące odmian wymagających używania małej ilości chemii?

Grzegorz Hodun: Obecnie, w rolnictwie coraz więcej środków chemicznych jest wycofywanych z użytku, stąd konieczność stosowania innych metod, które będą umożliwiały uprawę i produkcję dobrej jakości owoców. W Instytucie prowadzi się badania nad doborem odmian, by stosować te, które są mało wrażliwe na choroby. Taką charakterystykę posiadają często są właśnie dawne odmiany, które uprawiane w sadach przydomowych nie wykazują porażenia parchem. W rolnictwie przemysłowym, w jednym miejscu występuje zazwyczaj jedna odmiana, co sprzyja szkodnikom i chorobom. Ryzyko zarażenia chociażby parchem wzrasta przy drzewach niskopiennych (stosowanych w przemyśle), dlatego że zarodniki mają o wiele łatwiejszy dostęp do najniżej położonych liści niż przy drzewach wysokopiennych gdzie wysokość pierwszych odgałęzień to wysokość 2 metry, bądź więcej.

Antje Majewski: Czy zajmujecie się także hodowlą odmian odpornych na choroby i takich, które nie wymagałyby dużo chemii w zastosowaniu przemysłowym?

Grzegorz Hodun: Pracujemy nad tym w Zakładzie hodowli, który specjalizuje się w nowych odmianach, mało wrażliwych lub odpornych na choroby. Geny odporności na parcha wykorzystuje się w hodowli, żeby uzyskać odmiany odporne albo mało wrażliwe na tę chorobę. Jest ona największym problemem w hodowli jabłoni i wiele gatunków, bez stosowania chemii, nie radzi sobie z nią. Dla wiśni podobną chorobą jest drobna plamistość liści drzew pestkowych, która powoduje opadanie liści przed dojrzewaniem owoców. W Polsce uprawiana jest głównie Łutówka, która jest na nią bardzo wrażliwa. Bez stosowania chemii niemożliwe jest uprawianie tej odmiany na większą skalę. Każdy gatunek ma swoje specyficzne choroby. Najnowszym problemem są często występujące ze względu na ocieplający się klimat porażenia zarazą ogniową. Prowadzi ona do całkowitego wyniszczenia drzewa. Zaraza ogniowa rozwija się przy ciepłej i wilgotnej pogodzie. Bakteria ta atakuje rośliny z rodziny różowatych, czyli może się pojawić na jabłoniach, gruszach, głogach i jarzębinie.

Antje Majewski: W jaki sposób jest ona związana z globalnym ociepleniem?

Grzegorz Hodun: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale choroby takie nie pojawiały się lub ich oddziaływanie było znacznie ograniczone, kiedy były surowe zimy. Jeśli nie ma zimy z ostrym mrozem i dużymi spadkami temperatury, wiele chorób dobrze zimuje i wtedy trudno z nimi walczyć w okresie wiosennym i letnim.

Antje Majewski: Czy mógłby Pan wymienić te odmiany, które są najbardziej odporne na parchy?

Grzegorz Hodun: W uprawach ekologicznych bardzo dobrze udaje się czeska odmiana Topaz. Czasem wykonuje się na nich zabiegi chemiczne, np. miedzianem. Jest wiele różnic w uprawie ekologicznej pomiędzy panstwami, na Zachodzie dopuszczana jest ciecz bordowska, natomiast u nas już nie. Wśród odmian wyhodowanych w Instytucie, a odpornych na parcha, wymieniłbym Ligola, która jednocześnie jest bardzo smaczna, co jest bardzo ważne, bo rzeczywiście ten smak jest elementem, który tak naprawdę zachęca nas do spożycia owoców. Wiemy, że owoce są bardzo zdrowe, ale muszą być smaczne.

Antje Majewski: Czy są jeszcze jakieś inne odmiany odporne na parcha?

Grzegorz Hodun: Poza Topazem, Ligolem, to także Ligolina, Gold Milenium.

Antje Majewski: Czy ma Pan w swojej kolekcji także dzikie gatunki?

Grzegorz Hodun: Tak, to siewki zrobione z wolnego zapylenia. Siedem ma roślin matecznych, a to co właśnie widzimy to jest ich potomstwo. Występują między nimi bardzo silne zróżnicowania. Kiedy jeżdżę na ekspedycje pobieram materiał w formie próbek owoców i zrazów do rozmnożenia. Wiosną szczepię gałęzie bezpośrednio na rosnących już podkładkach. Efektem ubiegłorocznych ekspedycji jest 50 odmian, które tu widzicie. Podczas tych wyjazdów spotkałem w Prudniku bardzo ciekawego człowieka, którego dziadek zbierał różne odmiany grusz i jabłoni. Udostępnił mi szczepy tych drzew, a ja je rozmnożyłem, żeby mieć materiał do kolekcji, identyfikacji odmian i ewentualnie do wykorzystania tych najciekawszych w sadach przydomowych. To świetne miejsce, żeby te odmiany zachować, a poza tym są one tam użyteczne, bo dają dobre owoce.

Antje Majewski: Jakie znaczenie ma umiejętność szczepienia drzew?

Grzegorz Hodun: Jest ona bardzo ważna, ponieważ pozwala mi gromadzić materiał genetyczny na miejscu w Skierniewicach. i przeszczepiam. Ważny jest wybór podkładki: drzewo owocowe złożone jest z dwóch komponentów czyli z podkładki, która daje system korzeniowy i część pnia oraz części szlachetnej czyli konkretnej odmiany, która została zaszczepiona. Na tej samej podkładce możemy szczepić różne odmiany i wtedy będziemy mieli różne odmiany owocujące. Możemy na jednym drzewie szczepić różne odmiany i wtedy mieć wieloodmianowe drzewo.

Antje Majewski: Czy ma Pan tutaj wieloodmianowe jabłonie?

Grzegorz Hodun: Tak, ponieważ chcę popularyzować umiejętność szczepienia. Nie tylko stare odmiany nam uciekły, ale także wiedza jak drzewa pielęgnować, jak zakładać takie nasadzenia, jakie odmiany dobrać, jak je wykorzystać. To jest ważne także w kontekście tradycji kulinarnych. Obecnie bardzo często gospodynie nie mając odpowiednich owoców rezygnują z robienia dobrego jabłecznika czy dobrych placków z jabłkami, czy nawet kompotu, który dawniej był bardzo popularny. Dobrego kompotu nie ugotuje się z odmian deserowych, podobnie z jabłecznikiem, więc ludzie kupują to, co jest dostępne w supermarkecie. Jedząc taki jabłecznik, człowiek zastanawia dlaczego owoce są trochę gumowe – deserowe jabłka słabo żelują, więc dodaje się do nich żelatynę i powstaje ciasto żelkowe.

Antje Majewski: Jakie odmiany stosuje się do podkładek, na których zostają zaszczepione inne odmiany?

Grzegorz Hodun: Dla każdego gatunku – jabłoni, gruszy, czereśni są wyselekcjonowane określone typy podkładek (dla jabłoni jest to siewka Antonówki zwykłej, dla gruszy odmiana gruszy kaukaskiej, dla czereśni jest to czereśnia ptasia). W sadach towarowych stosuje się całą gamę różnych podkładek o słabym wzroście czyli na przykład M9. Tak posadzone jabłonie wymagają innych zabiegów agrotechnicznych, lepszej gleby, pełnej opieki, łącznie z nawadnianiem i nawożeniem.

Antje Majewski: Jak stare odmiany i tradycyjne sadownictwo mogą wspierać bioróżnorodność?

Grzegorz Hodun: W sadach tradycyjnych zazwyczaj bytują określone gatunki ptaków, owadów, pojawiają się mchy, porosty. To jest jak enklawa, często wśród upraw rolniczych, bo tam gdzie co roku zmieniają się uprawy, czyli raz mamy pszenice, kolejny raz kukurydzę, bioróżnorodności praktycznie nie ma. W przypadku tradycyjnego sadu, gdzie nie było stosowanych zabiegów ochrony roślin, środowisko takie sprzyja drobnym ptakom, które zjadają szkodniki, szczególnie w okresie gniazdowania, kiedy muszą wykarmić pisklęta materiałem zwierzęcym. Ptaki czyszczą nam sad w tradycyjny sposób. W przypadku sadu bioróżnorodność polega – między innymi – na tym, że pojawiają się w nim bardzo różne odmiany, o różnych właściwościach; większa pula odmian zmniejsza zagrożenie chorobami i szkodnikami.

Antje Majewski: Dlaczego stare i dzikie odmiany są bardziej odporne na choroby?

Grzegorz Hodun: Musiały się one przez wieki przystosować się do tego, by przeżyć, w przypadku starych odmian jest to bardzo silnie zróżnicowany materiał genetyczny. Obecnie największym zagrożeniem dla jabłoni jest to, że niemal połowa z nich wyhodowana jest w oparciu o dwie odmiany: Golden Delicious i Kokse pomarańczową. Jeśli sadownik ma pięć odmian pochodzących od Koksy, a przyjdzie silny mróz, jest duże prawdopodobieństwo, że wszystkie zginą. Dawne odmiany pochodzą z różnych krzyżówek, często z wolnego zapylenia, co daje bardzo zróżnicowany genetycznie materiał. W podobnej sytuacji jak ta, którą opisywałem, różnorodność staje się ogromną wartością, także w sensie gospodarczym, poprzez zabezpieczenie możliwości przetrwania odmian. Jeśli pojawi się seria takich niesprzyjających sytuacji klimatycznych, chorób, czy szkodników, przy jednorodnym materiale praktycznie wszystkie rośliny mogą zginąć.

Antje Majewski: Jaka jest różnica pomiędzy odmianą a gatunkiem?

Grzegorz Hodun: Gatunkiem jest malus sylvestris (jabłoń dzika). Była ona kształtowana przez bardzo długi czasu. Gatunek zwykle związany jest z określonym regionem. W Europie Środkowej występowało głównie malus sylvestris. W Azji, skąd pochodzą różne gatunki jabłoni możemy znaleźć także malus bakata, czy malus zumi. Są to różne gatunki wytworzone w sposób naturalny w danym regionie w określonych warunkach. Natomiast odmiany to wszystkie jabłonie wyhodowane przez człowieka, czyli takie, które pochodzą z krzyżówek kierunkowych, albo z zapylania drzewa matecznego odpowiednim pyłkiem. Hodowla tradycyjna polega na tym że się wysiewa się nasiona różnych odmian, a później ocenia siewki. Te, które okazują się dobre, nadają się do klonowania.

Antje Majewski: Czy zgodziłby się Pan na porównanie, że gatunki są jak dzieci, a więc nieustannie można dla nich wymyślać nowe nazwy?

Grzegorz Hodun: Jeżeli mówimy o siewkach to właściwie każda z nich może być inna, mimo pochodzenia od jednej matki i na tym polega bioróżnorodność. Odmiana jest zawsze taka sama, natomiast bioróżnorodność siewek powstaje z zapylenia.

Antje Majewski: Jakie odmiany najlepiej przyjęłyby się w warunkach miejskich?

Grzegorz Hodun: Najważniejsze jest miejsce. Sam popularyzuję podobne nasadzenia, ostatnio w Ogrodzie Botanicznym w Łodzi. Prezentacja dawnych odmian jest bardzo ważna, żeby je docenić musimy mieć okazję ich po prostu próbować. Najlepiej wybrać takie miejsce, które jest często odwiedzane, może być jakiś skwerek, w miejscu, gdzie człowiek ma możliwość odpoczynku. Można dobrać drzewa o atrakcyjnym wyglądzie tak, żeby zainteresować ludzi, że może z niego wyrosnąć coś ciekawego.

Antje Majewski: Czy sądzi pan, że ludzie, którzy nie zajmują się zawodowo hodowlą jabłoni mogą dzięki warsztatom nauczyć się jak dbać o drzewa?

Grzegorz Hodun: Generalnie wiedza ta nie jest taka skomplikowana, są oczywiście pewne niuanse pewne szczegóły, ale najważniejszy jest wybór odpowiednich odmian, sadzenie w odpowiednim czasie oraz zabezpieczenie przez przynajmniej trzy lata. Najczęstsze błędy popełniane przy takich nasadzeniach brak wiedzy o podkładkach (karłowate odmiany muszą być często nawadniane), czy wybór odmian nieodpornych na choroby, w sytuacji kiedy nie ma się wystarczającej wiedzy, by stosować ochronę chemiczną.